Internet to potęga « Obserwuję, myślę, piszę – serwis Goldenrose

Temat: Kursy zawieszone lub zlikwidowane

Może (...) wożą powietrze na innych odcinkach trasy. A co jechało na tym kursie?
Jechał któryś z ich używanych Manów. Nie sądzę, żeby to byli pasażerowie do Krakowa, bo na tym odcinku dominują prywaciarze, dodatkowo Mława zahacza o Rabkę Zdrój. Na pociągi do Warszawy objęte rezerwacją miejsc (Ex 'Tatry' oraz dodatkowe 'Morskie Oko' i "Karłowicz') nie było biletów już na tydzień przed weekendem na półmetku ferii warszawskich. Przypuszczam, że w tym okresie każde miejsce w jakimkolwiek środku transportu w kierunku Warszawy było na wagę złota.
Źródło: forum.infobus.pl/viewtopic.php?t=389



Temat: Warszawa- Zakopane
" />Co do Zakopianki to wcale nie jest tak strasznie!
Na chwile obecną (a wątpię żeby nasi drogowcy uporali sie z remontem przez miesiąc) są zwężenia na odcinku Kraków-Myślenice i tam w przeciągu dnia musisz sie liczyć z korkami (w nocy jest ok)
Następne utrudnienia są w miejscowości Lubień związane jest to z budową obwodnicy tej miejscowości, liczne zwężenia i objazdy!
Jadąc na "Sylwestra musisz sie liczyć jeszcze z tym że wjazd do samego Zakopanego będzie strasznie zakorkowany (rok temu odcinek od Poronina do Zakopanego około 6-8 km jechałem prawie 2 godziny, a i poruszanie sie po samym Zakopanym to wielkie wyzwanie ze względu na ilość turystów i samochodów)
Proponuje ci drogę alternatywna jako dojazd do samego Zakopanego mniej znana niż Zakopianka co za tym idzie mniej zakorkowana!
W miejscowości Habówka (zaraz za Rabką) skręcasz ma Czarny Dunajec (zresztą patrz mapka)

Na czerwono zaznaczyłem miejsca o których pisałem że są utrudnienia (remonty)
A na niebiesko alternatywną trasę do Zakopanego
Gdybyś miał jeszcze jakieś pytanie bądź wątpliwości co do "Zakopianki" to wal śmiało!
Odnośnie dojazdu do Krakowa wybrał bym trasę przez Radom, Kielce po pierwsze ze względu na uniknięcie opłat za przejazd i tak cały czas remontowaną A4, a po drugie wydaje mi sie że szybciej przelecisz właśnie tędy do Krakowa ( ja ostatnio nocą do Warszawy z Krakowa jechałem niecałe 3,5 godziny)
Źródło: civic4g.pl/phpBB3/viewtopic.php?t=11326


Temat: [relacja] Tygodniowy wyjazd w Gorce i Beskid Wyspowy.
Jako, że w te wakacje nie miałem czasu i funduszy (wszystko poszło na prawko :P), żeby gdzieś pojechać wybrałem się w góry dopiero na początku października. Wyjazd zaplanowałem na czas 2- 10 X. Poczyniłem odpowiednie przygotowania (wymiana amora, klocków, napędu i tym podobnych rzeczy) i czekałem na dzień wyjazdu. :)

2 X (piątek)
Po południu wróciłem z pracy, zacząłem się pakować i robić zakupy… Jak zwykle wszystko na wariata, bo wcześniej nie można. :P Z Białej Podlaskiej gdzie mieszkam do Warszawy miał zawieźć mnie ojciec, który akurat jechał ciężarówką do Kwidzynia (trochę nie po drodze, ale cóż). Wsadziłem rower do kabiny i pojechaliśmy. W Wawie byłem na godzinę przed odjazdem pociągu. Przyszło mi czekać na wschodnim. Pociąg miałem o 0:42. W końcu przyjechał. Pierwsze rozczarowanie. Pociąg jadący ze Szczecina do Zakopanego ma 5 wagonów ogólnodostępnych umieszczonych w środku składu (z czego dwa są odłączane w Katowicach i jadą na Kielce). Reszta to wagony sypialne. Nie było oczywiście żadnego przedziału dla rowerów. Rower musiałem postawić w ostatnim przedziale normalnego wagonu. Już w Warszawie nie było miejsc w przedziałach, więc ja też musiałem siedzieć na korytarzu. W Krakowie dosiadł się kumpel, który miał ze mną jechać.

3 X (sobota)
W Chabówce (k. Rabki) byliśmy około 9:20. Po wygramoleniu się z pociągu ruszyliśmy na kwaterę. Około 300 m od dworca. Szybkie obejrzenie pokoju, pakowanie i na szlak. Ruszyliśmy na Turbacz (1310 m n.p.m.). Obraliśmy czerwony szlak, który zaczyna się w Rabce. Po przebyciu około 2/3 drogi nastąpiła awaria… Wyrwało mi kółko z tylnej przerzutki. Co się później okazało serwisant (mój dobry kolega) przekręcił mi gwint w przerzutce i nic o tym nie powiedział. Dziękuje mu uprzejmie z tego miejsca. Śruba i kółko się na szczęście znalazło. Po daremnych próbach skręcenia przerzutki, skróciłem łańcuch i założyłem go na „krótko”. Zmuszeni byliśmy zawrócić. Przez przypadek zjechaliśmy ze szlaku i wcześniej wjechaliśmy na asfalt. Przez jakieś 15 km mieliśmy cały czas w dół. Lecieliśmy ponad 70 km/h. xD Wracając na kwaterę (sobota, około 17:00), natrafiliśmy na przypadkiem otwarty sklep. Kupiliśmy poxilinę. Gdy wróciliśmy zjedliśmy kolację, wypiliśmy po piwku i poszliśmy spać. :)

4 X (niedziela)
Od rana wzięliśmy się za reanimację roweru. Wyprowadzając rower z garażu zauważyłem, że mam luz na tylnym kole (kolejne podziękowania dla serwisanta). Złożyliśmy przerzutkę, zakleiliśmy poxilina i skręciliśmy piastę. Ruszyliśmy na Lubań Wielki. (1022 m n.p.m.) niebieskim szlakiem. Wdrapaliśmy się na górę ukazały się nam piękne widoki. :) Wypiliśmy w schronisku (fajny klimat) po dwie herbatki, zrobiliśmy trochę fotek, ja kupiłem sobie pamiątkową koszulkę i ruszyliśmy na dół. Zjeżdżaliśmy tym samym szlakiem. Zjazd techniczny z małą ilością szybkich kawałków. :) Wieczorem zrobiliśmy grilla (z nowo poznanym kolegą z Leszna, który bardzo nakręcił się na jazdę rowerem) przy świetle czołówek i świeczki z Caritasu. :P Początkowo było zimno, ale po wypiciu paru głębszych zrobiło się cieplutko. :D

5 X (poniedziałek)
Drugi atak na Turbacz. Ruszyliśmy zakopianką w stronę Nowego Targu. Dojechaliśmy do Klikuszowej i stamtąd pojechaliśmy czarnym szlakiem. Nie polecam- przez większą część rower się prowadzi. :P Na szczycie w schronisku zjedliśmy obiad, wypiliśmy po grzańcu i ognia na dół. :) Zjeżdżaliśmy czerwonym w stronę Rabki. Trasa też bardziej techniczna. Od czasu do czasu szybsze kawałki, po których trzeba dobrze ściskać klamki. :P
W Rabce zakupy, na kwaterze kolacja, piwko i lulu. :P

6 X (wtorek)
Dzień poświęcony kupowaniu pamiątek, pocztówek i zwiedzaniu skansenu taboru kolejowego w Chabówce. :)

7 X (środa)
Atak na Mogielicę (1171 m n.p.m.). Nie wiem co nam odbiło, żeby „wjeżdżać” niebieskim szlakiem z Jurkowa. :P Praktycznie całą drogę szliśmy. Po dostaniu się na szczyt parę fotek z wieży (20 m), podziwianie pięknych widoków i zjazd żółtym szlakiem w stronę Rzek, później odbicie na zielony i szybki, łatwy technicznie zjazd w dół. :) Na dole wyglądaliśmy jakby ktoś oblał nas wiadrem błota. :P

8 X (czwartek)
Mój kumpel (stwierdzając, że mu się już znudziło) pojechał do domu. Wyjechałem więc sam. Obrałem azymut na Suchorzą (1000 m. n. p. m.)- znajduję się tam obserwatorium astronomiczne. Ze szczytu pojechałem w stronę schroniska na Starych Wierchach i stamtąd w dół niebieskim do Rdzawki. Później asfaltem do Rabki, a następnie do Chabówki na kwaterę. :)

9 X (piątek)
Drugi (tym razem solowy) wypad na Lubań wielki. Dojechałem szosą do Skamieliny Białej, a następnie ruszyłem niebieskim szlakiem na szczyt. Krótki pobyt w schronisku i zjazd w stronę Rabki zielonym. Oba szlaki polecam. Niebieski bardzo dobry na podjazd- długi, o małym nachyleniu, a zielony ładny, szeroki- idealny na szybki zjazd. Teraz trwają tam wycinki, więc jest masa błota, ale… to nic. :P

10 X (sobota)
Ostatni dzień mojego pobytu. Udałem się do Rabki(piechotą- strasznie lało), trochę ją pozwiedzałem, zjadłem pizzę i wróciłem na kwaterę. Obejrzałem mecz i poszedłem w kimę. W niedzielę rano, o 5.11 wsiadłem do pociągu i z wielką niechęcią skierowałem się w stronę domu.

Podsumowanie wyjazdu.
Spotkałem samych miłych i pomocnych ludzi (był jeden wyjątek, ale nie ma sensu wspominać)- gdyby nie oni to przez awarię przerzutki musiałbym pewnie wracać do domu. Pogoda dopisała, było ciepło i praktycznie bez deszczu. :) Tereny do jazdy super, piękne widoki- polecam z całego serca. :)

Chętnie bym tam został. :)

Fotki dostępne tutaj:
http://picasaweb.goo...WyspowyAparat1#
http://picasaweb.goo...WyspowyAparat2#

Jeden aparat wykorzystywany był na szlaku, a drugi praktycznie tylko na kwaterze i w skansenie. :)

Straty:
Przerzutka, ładowarka do telefonu i okulary. :)
Użytkownik 3aran edytował ten post 13 październik 2009 - 23:51
Źródło: forumrowerowe.org/index.php?showtopic=59694


Temat: Plany kółeczek forumowiczów
Skrót mojego kółka.

2 listopad (niedziela)

Wyruszam z Kołobrzegu do Gdyni TLK „Wybrzeże” skład wzmocniony o 2 wagony klasy drugiej, ale już od Koszalina frekwa przekracza 100%. Skład oczywiście bez szaleństw. Do Gdyni docieramy punktualnie. Tu przerwa na kolacje i 10 min przed odjazdem (czemu tak późno?) podstawia się TLK „Moniak-Krupówki”, który pojadę aż do Zakopca. Mam przedział duble w sypialnym i na szczęście dają OUZa  Wagon zapełnia się tylko do Malborka, frekwa w wagonie jakieś 50% (wszyscy jadą do Zakopca) mi udaję się dojechać samemu w kabinie.

3 listopad (poniedziałek)

Do Zakopanego docieramy punktualnie wita nas śliczna pogoda. Idę na Krupówki na oscypka i piwko potem wracam na dworzec gdzie stoi już podstawiony osobowy „Janosik” do Krakowa (jedzie ED72), pociąg jedzie przez Rabkę, więc zaliczam odcinek Chabówka-Rabka-Chabówka. Do Krakowa docieramy o czasie, frekwencja na poziomie 50%. Udaję się po obwarzanki na kolacje i wsiadam do podstawionego już IC „Kościuszko” do Warszawy. W Miechowie zatrzymujemy się na dobre 30min, gdzie przepuszczamy dwie osobówki i pośpieszny z Białegostoku. Do Warszawy Centralnej docieramy z opóźnieniem około 25min.... Na peronie czekają już na mnie Bogas, Semp i Iwan i idziemy na dobre piwko. Wracam koło 24 i kładę się spać bo o 6 pobudka.

4 listopad (wtorek)

Rano pobudka i autobusem na Centralny. Zajmuje moje miejsce w BWE do Kostrzyna (frekwencja po Poznania w jedynce 100% w dwójkach 120%). Od Poznania zaliczam odcinek do granicy i tu niespodzianka pociąg jedzie objazdem i z Rzepina jedzie do Kostrzyna (zaliczam ten odcinek). W Kostrzynie meldujemy się na dolnej części stacji gdzie czekają już dwa niemieckie loki, które dalej pociągną Bwe. Bo zmianie loków, skład zostaje wyciągnięty na górną część stacji i od razu rusza do Berlina. Ja piję herbatkę w barze i po chwili podjeżdża Bwe z Berlina do Wawy, Frekwa tez marna, do Poznania dojeżdżam sam w przedziale. Tu szybki obiadek i udaję się na peron 5, gdzie za chwilę podstawi się osobówka do Ostrowa Wlk. Skład to 5 bohunów byczek. Wagony zapełnione od samego Poznania, nie ma gdzie palca wcisnąć. Skład robi się pusty w Środzie Wlkp i w Jarocinie. Do Ostrowa docieram punktualnie. Udaje do kasy, żeby kupić bilety na PCC na środę. Po chwili podstawia się już szynobus do Leszna. Bardzo marna frekwa, całą trasę zaliczam. Pani konduktor jak dostała sieciówkę do ręki to nie wiedział co z nią zrobić. W Lesznie meldujemy się punktualnie to przerwa na herbatkę i czekam na IC „Ślęża” z Wawy do Wroca. W dwóch jedynkach zaledwie 5 osób. W Wrocławiu meldujemy się punktualnie. Tu na mnie czeka Bartini, który towarzyszy mi do przyjazdu „Karkonoszy”. Na peronie mnóstwo ludzi. Wjeżdżają Karkonosze, żegnam się z Bartinim i zajmuje miejsce w moim wlabie. Od razu usypiam i budzę się akurat w Żyrardowie.

5 listopad (środa)
Po przyjeździe z Wroca idę szybko do Strefy VIP na kawkę. Piję szybko bo już 6.25 jadę IC „Prus” do Kutna. Frekwa 100%. W Kutnie meldujemy się punktualnie, wypijam herbatkę i czekam na „motoraczka” KMów, który zawiezie mnie do Sierpca. Jazda dość powolna, można podziwiać trasę, którą zaliczam. W Sierpcu szybka przesiadka na PCC do Torunia (pan mechanik był tak miły, że pozwolił mi jechać w kabinie aż do Grudziądza ), cały odcinek zaliczam, jedzie się nawet sympatycznie. W Torunie obiadek i po godznie podjeżdża znów znajomy pan mechanik i jadę z nim dalej w kabinie do Grudziądza. Z Grudziądza w drodze powrotnej przysypiam i budzę się akurat koło Torunia. Tu szybka przesiadka na poś „Portowiec”, którym jadę do Piły. Śpię w Pile.

6 listopad (czwartek)

Tu troszkę dłużej pospałem i zmieniłem plany. Pojechałem rano do Piły, potem szynobusem do Krzyża i szynobusem do Kostrzyna, tu przesiada na kibelek i do Szczecina Gł. W Szczecinie Gł, wsiadam w IC „Prus” zjadam obiad w Warsie i spię do samej Warszawy. W Wawie 2h czekania i wsiadam do wlaba i jadę do Kołobrzegu.

7 listopad (piątek)

W domu wziąłem prysznic, zjadłem śniadanie i obiad i o 15 pojechałem osobowym do Szczecina przez Goleniów. Tam przesiadka na kibelek do Kamienia Pom. (odcinek który zaliczam) W kamieniu dosłownie chwilkę i powrót do Wysokiej Kamieńskiej. Tam też chwilka i przyjeżdża załadowany po dach kibelek ze Szczecina do Świnoujścia. Z wielkim trudem udaje mi się wejść i czeka mnie godzinna jazda na stojąco do Świnoujścia. W Świnoujściu zajmuję miejsca w WLABouz przedział duble, od razu się kładę, gdzieś w Wysokiej usypiam.

8 listopad (sobota)

Budzę się w Katowicach (znów jechałem sam w przedziale) i od razu wyczuwam swąd nikotyny w wagonie w którym teoretycznie palić można tylko w przedsionkach. Wychodzę zaspany z kabiny i widzę pana konwojenta chodzącego po wagonie z fajką w zębach. Na moją prośbę (uwagę), że dym z papierosów mi przeszkadza zakitował to gromkim śmiechem. Do Krakowa docieramy punktualnie. Schodzę na dół kupuje obwarzanki i udaje na peron V gdzie podstawia się już Ex „Sawa” do Gdyni. Trafia mi się przyjemność jazdy wagonem AMNOUZ. Do Warszawy docieramy punktualnie. Tu zjadam szybki obiad i schodzę na peron III gdzie zaraz wjedzie EX „Mewa” do Szczecina. Peron pełny ludzi, ale jak się potem okazuje większość jedzie do Poznania. Skład ciągnie EP08 i do Poznania mimo postoju w Koninie docieramy 10min przed czasem. Od Poznania do Szczecina pustki. W Szczecinie stoi już podstawiony Helmut do Kołobrzegu, zajmuję miejsce w przedziale i usypiam.
Źródło: rail.waw.pl/phpBB3/viewtopic.php?t=6132




Szablon by Sliffka (© Internet to potęga ÂŤ Obserwuję, myślę, piszę – serwis Goldenrose)